Ostatnio na forum:

"Nic ponad prawdę"
Wpisany przez DK   
piątek, 27 stycznia 2017 21:09

alt

Wywiad z Damianem Dukatem-prezesem SKWK, zasiadającym we władzach spółki. 

Od sierpnia zasiadasz we władzach spółki. Co się zmieniło w Twoim życiu od tamtego czasu?
Nic się nie zmieniło, nadal nie mam na nic czasu (śmiech).

Spełniłeś w jakiś sposób swoje marzenia?
Nie. Chyba nigdy o czymś takim nie marzyłem. Zmieniła się po prostu ranga wyzwania, którego się podjąłem.

Jesteś człowiekiem, który lubi wyzwania?
Tak. Nie nudzę się wtedy, lubię jak się dużo dzieje.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak naprawdę wyglądały negocjacje w sprawie przejęcia Wisły z rąk Jakuba Meresińskiego. Opowiesz o szczegółach tych wydarzeń?
Po przejęciu klubu przez Meresińskiego odbyło się pierwsze spotkanie z kibicami i przedstawicielami Towarzystwa Sportowego. Było to kilka dni po tym jak został on właścicielem, na jego temat mieliśmy szczątkowe informacje. W Internecie można było przeczytać, że nie jest to człowiek krystalicznym jednak wspomniane wcześniej trwające godzinę spotkanie wyglądało normalnie. Ciężko po godzinie rozmowy wiedzieć wszystko o człowieku, którego nigdy wcześniej nie widziało się na oczy. Meresiński przedstawił swoją wizję, która na początku miała ręce i nogi. Natomiast potem przestał odbierać on telefony, w klubie nic się nie działo, a do nas zaczęły docierać informację, że tak naprawdę jest to okręt bez sternika. Mocno nas to zaniepokoiło. We wtorek na tydzień przed przejęciem klubu (16 sierpnia-przyp. red) przyszliśmy na spotkanie razem z władzami TS-u. Wtedy jedna rzecz bardzo mnie zaniepokoiła. Meresiński wyszedł z pokoju, aby odebrać telefon, wstał Marek Citko i błagalnym głosem powiedział: „Panowie. Odbierzmy mu ten klub, zróbmy to razem.” To uzmysłowiło mi jak duże podziały panowało w relacjach między przecież było nie było ówczesnymi właścicielami. Na drugi dzień zresztą Citko wycofał się ze współpracy z nim. Machina ruszyła tak naprawdę we czwartek wieczorem, wtedy odbyło się nieformalne spotkanie, na którym nie było już Meresińskiego. Ja wtedy zresztą też się nie pojawiłem, ale pozostali nasi reprezentanci za nadrzędny cel postawili sobie odbicie Wisły z jego rąk. Od wczesnych godzin piątkowych byłem w stałym kontakcie z Meresińskim, który zadzwonił do mnie i powiedział, że chce Wisłę oddać. Zaczęliśmy prowadzić swego rodzaju grę. Chrapkę na Wisłę miał wtedy pewien biznesman ze Szczecina. Rozmawialiśmy więc z obydwoma Panami, nie mówiąc im jednocześnie o sobie. Wiedzieliśmy, że Meresiński mówiąc nam, że oddaje klub w ręce TS-u był w drodze do Poznania aby w kancelarii notarialnej przepisać klub wspomnianemu wcześniej biznesmanowi. Natomiast do naszej wiadomości dotarł fakt, że ów biznesman nie ma zamiaru za klub zapłacić Meresińskiemu nawet złotówki. Zadzwoniłem do Meresińskiego i mu to powiedziałem. Ten zawrócił z autostrady mówiąc, że do Krakowa nie boi się przyjechać, że jest w stanie spotkać się z nami twarzą w twarz. Potem zaczął jednak znowu robić uniki i dopiero po propozycji, żeby załatwił to przez pełnomocnika sprawa nabrała tempa. W sobotę rano, gdy już byliśmy dogadani z Meresińskim do gry weszła Telefonika i zaczęła się najcięższa rozgrywka, bo niestety to właśnie ludzie z Myślenic zaczęli robić problemy, cały czas zmieniali ustalenia, nie dało się porozmawiać bezpośrednio z Cupiałem tylko z jego pośrednikami. On sam zwlekał z podjęciem tej najważniejszej wręcz historycznej decyzji, nie chciał rozmawiać osobiście nawet przez telefon. W niedzielę wieczorem powiedzieliśmy ludziom z Telefoniki, że nazajutrz jest konferencja na której chcemy powiedzieć, że jesteśmy właścicielami, albo wprost powiemy, że transakcję blokuje niestety Pan Cupiał. O godzinie 10 w poniedziałek nie wiedzieliśmy jeszcze tak naprawdę na czym stoimy, bo nie brakło osób, które chciały coś na tym ugrać… Niemniej jednak-i nie boję się tego stwierdzenia- wytargaliśmy ten klub. W poniedziałek i wtorek po spędzeniu chyba trzynastu godzin u notariusza udało nam się załatwić wszelkie formalności i 23 sierpnia zostaliśmy właścicielami Wisła Kraków S.A.

Odsłaniasz kulisy, o których wiele osób nie ma pojęcia. Nie masz wrażenia, że burzysz pomniki ludziom, dla których Wisła ery Bogusława Cupiała była niedoścignionym ideałem?
Każdy, kto był bliżej telefonikowej Wisły wie, jak zła była sytuacja spółki. Ci ludzie sami zburzyli swój pomnik swoim zachowaniem i przedmiotowym traktowaniem Wisły. Nie mówię nic ponad prawdę!

Jak wspominasz początki Waszych rządów? Znaleźliście się pod obstrzałem prasy, Tobie dziennikarze też zajrzeli do życia prywatnego. Jesteś osobą, która ma cechy lidera, organizatora, ale nigdy nie chciałeś być w centrum uwagi. Zostałeś bohaterem mediów, mimo, że nigdy tego nie pragnąłeś.
Zła wiadomość to dobra wiadomość. Wygrzebali rzeczy, które im się fajnie sprzedały. Szczerze mówiąc wolałbym nie znaleźć się pod ostrzałem medialnym, bo lepiej pracuje się w ciszy i spokoju, ale mam to już za sobą. Co do przejęcia klubu nie zapominajmy, że Towarzystwo Sportowe chciało przejąć klub od ponad roku. Posiadaliśmy w momencie przejęcie sporą wiedzę o tym co się tu dzieje, więc kiedy weszliśmy do spółki wiedzieliśmy co chcemy robić, mieliśmy plan, listę potencjalnych sponsorów, do których od razu się udaliśmy. 

Wywołałeś bardzo ważny temat dla wielu kibiców, czyli sponsora na koszulki. Wiem, że prezes Sarapata powiedziała ostatnio w programie Stan Futbolu, że taki sponsor nie jest dla klubu kwestią życia i śmierci, ja jednak chciałbym zadać Ci to pytanie. Kiedy Wisła będzie miała sponsora na koszulkach właśnie?
Sponsor to kwestia prestiżowa i ważny element w finansowaniu spółki, natomiast nie jest kluczowy. Prowadzimy rozmowy z kilkoma podmiotami, takie rozmowy lubią ciszę i się przeciągają. Kiedy będzie ten sponsor-nie wiem. Chciałbym obiecać, że będzie. Pamiętajmy jednak, że największym sponsorem spółki są kibice i gdybyśmy mieli po piętnaście tysięcy ludzi na każdym meczu to nie potrzebowalibyśmy sponsora na koszulki. Ale oczywiście zrobimy wszystko, by tego sponsora mieć.

Cały czas trwa akcja crowdfoundingowa, sam zostałeś bohaterem filmu promocyjnego. Uważasz, że ludzie zaczynają jednoczyć się wokół Wisły, czy do Twojego ideału jest daleko?
Moim ideałem jest sytuacja w której Wisła jest jedna: spółka, piłkarze, koszykarki, Akademia Piłkarska, pozostałe sekcje TS-u, SKWK. Chciałbym abyśmy nie dzielili się, aby nie powtórzyła się sytuacja w której Telefonika robiła swój Dzień Dziecka, a zaraz za płotem inny Dzień Dziecka organizował TS. Dzieci nie rozpoznają absolutnie tego, kto jest organizatorem imprezy, która powinna być wspólna.

Chcesz Wielkiej Wisły, która jednoczy kibiców. Zdajesz sobie sprawę, że zarządzając klubem musicie podejmować decyzje, które będą dzielić ludzi. Bez ogródek takim przykładem jest zatrudnienie Kiko Ramireza, którego odbiór był mocno umiarkowany mówiąc oględnie. Jak Ty odniesiesz się do nominacji trenerskiej?
Nie chcę wchodzić w buty Manuela Junco, do którego mamy zaufanie, którego bardzo cenimy i widzimy jego ciężką pracę. To nie jest tak, że była to tylko decyzja Manuela. To był nasz wspólny wybór po propozycji ze strony Junco. To nie jest kolega naszego dyrektora sportowego, wbrew temu co się mówi podkreślę po raz kolejny. Widzieliśmy się z trenerem dwa razy przed zatrudnieniem, on oglądał mecze na żywo. Dla mnie ważne jest to, aby mieć oddanych pracowników, którzy projekt o nazwie Wisła potraktują poważnie, którzy będą spędzać tutaj czasu, którzy dużo pracują i poświęcają się temu w dwustu procentach. Kiko Ramirez taki jest, co zresztą widać po pierwszych dniach pracy. Trener ma mieszkanie w Krakowie i zapytał się czy nie ma możliwości mieszkać w Myslenicach, bo za dużo czasu traci na dojazdy. To człowiek, który jest od ósmej do dwudziestej w naszej bazie szkoleniowej. Wierzę, że postawiliśmy na dobrych pracowników, którzy wspólnie tworząc sztab-mówię tu o Goncalo Feio, Radku Sobolewskim i trenerze Kmieciku dadzą nam nową jakość pracując na fundamentach, które mamy.

alt

Kulą u nogi Wisły Bogusława Cupiała był zwłaszcza w ostatnich latach marketing. Nie da się ukryć, że od września klub zaliczył w tym względzie spory progres. Magazyn klubowy, akcja crowdfoundingowa, ciekawie prowadzony kanał na YouTubie. Czego nowego jeszcze chciałbyś w tym aspekcie w najbliższym czasie?
Zacznijmy od początku. Akcja crowdfoundingowa była odpowiedzią na zapotrzebowanie kibiców, którzy chcieli powtórki z października 2015. I naprawdę wyszło to fajnie. Powiedziałeś o kanale na YouTubie. To jest dla mnie bardzo ważne i chciałbym zbudować dzięki temu kanałowi relację klubu z kibicami, budować tożsamość naszych fanów. Taki kanał jest standardem w naszych czasach, a niestety wcześniej tego nie było. Fajną robotę w takim aspekcie robi na przykład kanał Niebiescy TV. Chcemy podnosić jakość naszych materiałów, niebawem pojawi się nowa strona intenetowa, rozwijać promocję klubu. Krok po kroku idziemy do przodu.

Co dały Ci wszystkie lata na trybunach? Jakie doświadczenia zebrałeś po drodze do tego miejsca w którym się teraz znajdujesz?
Zaangażowanie, które teraz pomaga mi w pracy w klubie. Nauczyłem się lojalności, tego, że dotrzymuje się danego słowa. Dzięki temu teraz mogę powiedzieć naszym kontrahentom coś prosto w twarz, obiecać i nie wyobrażam sobie, abym tej obietnicy nie spełnił. Tego chociażby nauczyłem się na trybunach i wiem, że te rzeczy zaprocentują w przyszłości.

Kiedy TS Wisła przejmowało spółkę, wiele osób myślało, że z pracowników nazwijmy to „poprzedniej epoki” nie zostanie kamień na kamieniu. Tymczasem poza Zdzisławem Kapką nie zmieniliście praktycznie nikogo. Jak ocenisz pracowników tego klubu?
Okazało się, że w spółce działają kompetentni ludzie. Kiedy Meresiński był właścicielem tylko na papierze to przecież wszystko mogło upaść, a jednak oni wykonywali swoją pracę i robili to dobrze. Moim zdaniem kluczową kwestią jest to, że ludzi tu było mało, zresztą cały czas poszerzamy skład osobowy.

Wiele osób ciekawi z pewnością wątek Dariusza Wdowczyka. Opowiedz proszę o sytuacji z trenerem. Zespół pod jego wodzą zaczął grać dobrze, a kiedy wydawało się, że już będzie tylko lepiej trener odszedł. Jakie były przyczyny rozstania ze szkoleniowcem?
Problemy z komunikacją. Mieliśmy z nim poważny problem. Jedyną rzeczą, którą nam mówił, to to, że pracuje tutaj dla pieniędzy. I ja go po ludzku rozumiem. Natomiast nie można było się porozumieć z nim w żadnym innym aspekcie. Wiem, że jestem młody i nie chciał dzielić się ze mną swoimi przemyśleniami, natomiast, kiedy w spółce pojawił się Manuel Junco, który jest człowiekiem ze świata sportu stricte on dalej nie chciał nie tyle tłumaczyć się ze swoich decyzji, bo przecież nikt składu mu nie ustalał, co wdrożyć pierwszego zespołu do pewnego szerszego projektu. Mam na myśli raportowanie po meczach, niechęć do komunikacji z resztą spółki. Trener pojawiał się na treningach i zaraz po nich wyjeżdżał do domu, co nie pozwalało na złapanie wspólnego języka. Dlatego teraz właśnie postanowiliśmy wybrać kogoś, kto będzie pracował, komunikował się z nami. Tak jak wspomniałem: nie ustalaliśmy jedenastki za czasów Wdowczyka i teraz nie będziemy tego robić. Po prostu chcemy znać przyczyny podejmowania pewnych decyzji. Wymiana opinii, dyskusja jest w klubie piłkarskim zarówno w dziale sportowym jak i organizacyjnym bardzo ważna. 

Ostatnie słowo należy do Ciebie.
Chciałbym powiedzieć, że będziemy starali się podejmować najlepsze decyzje dla klubu, mimo, że mogą być one niepopularne. Z tych decyzji rozliczy nas czas, natomiast nie damy temu klubowi zrobić krzywdy. Wisła ma ogromny potencjał. Nie zapominajmy o tym.

 

Poprawiony: piątek, 27 stycznia 2017 22:32
 

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież